Szukacie sposobu, by Wasze rodzinne mieszkanie stało się miejscem pełnym życia i osobowości, a nie kolejnym, nudnym wnętrzem z katalogu? Ta wyjątkowa przestrzeń w Brooklynie udowadnia, że maksymalizm może iść w parze ze stylem i funkcjonalnością, nawet w niewielkim metrażu. Zobaczcie, jak młoda rodzina przekształciła starą fabrykę zabawek w swoje wymarzone, artystyczne sanktuarium.

Kiedy synek Joe i Kelly McGuier był jeszcze niemowlęciem, mieszkali w małym, wynajmowanym mieszkaniu w Brooklynie. Jak żartobliwie wspomina Joe, współzałożyciel studia architektonicznego JAM, ich syn Jay spał w „wypasionej garderobie”. Ta ciasnota stała się impulsem do poszukiwania większego domu, z większą ilością światła i przestrzeni. Okazało się, że szczęśliwy traf czekał na nich w historycznej dzielnicy Vinegar Hill – natrafili na ogłoszenie o sprzedaży mieszkania w starej fabryce zabawek. Budynek, z jego ogromnymi betonowymi słupami, wysokimi sufitami i fantastycznym światłem, od razu ich urzekł. Choć mieszkanie o powierzchni około 93 metrów kwadratowych było mniejsze niż zakładali i brakowało w nim tradycyjnych sypialni, trzy metrowej wysokości sufity i wysokie okna przechyliły szalę. Tak narodziło się ich nowe, niekonwencjonalne gniazdko.

Kreatywna przestrzeń i sztuka na miarę XXL

Zamiast tradycyjnych drzwi do sypialni, których para pierwotnie nie mogła sobie wyobrazić, mieszkanie – będące bardziej studiem z tarasem – wymagało nieszablonowego podejścia do aranżacji. Joe McGuier sprytnie oddzielił sypialnię od części dziennej, montując szynę z sięgającymi od podłogi do sufitu zasłonami z belgijskiego lnu. Dopełnił ją rzeźbiarską, wykonaną na zamówienie szafą, zaprojektowaną przez jego biuro. Zamiast typowego telewizora, para postawiła na projektor, który po nieużyciu znika, odsłaniając ściany. Zamknięte schowki skutecznie ukrywają codzienne domowe „chaos”. Jak mówi Joe: „Wszystko, co wprowadzamy do domu, przynajmniej jeśli chodzi o meble, musi mieć zamknięte schowki. Po prostu się w nich wszystko chowa!”

Jak stworzyć minimalistyczne centrum dowodzenia dziecka w minimalistycznym mieszkaniu - image 1

Pierwszeństwo dla podstaw

Poszczególne „pomieszczenia” były aranżowane krok po kroku. Tam, gdzie brakowało połączeń, kluczowe okazało się dopasowanie na miarę. W sypialni para skupiła się na tym, co Joe nazywa „niezbędnymi elementami”: lampach w stylu art déco, stolikach nocnych z Macedonii Północnej i modernistycznym obrazie olejnym nabytym na aukcji. Największym wyzwaniem okazało się znalezienie idealnego wezgłowia łóżka. Przy łóżku rozmiaru king-size nic nie pasowało do całości. Wspólnie z tapicerem, McGuier stworzył indywidualne wezgłowie rozciągające się na całą szerokość ściany, pokryte tkaniną „Tutsi” od Schumachera. Efekt jest nie tylko widowiskowy, ale i współtworzy atmosferę, jednocześnie zaznaczając sypialnię jako odrębny obszar. Sam Joe przyznaje, że leżąc w łóżku, z głową przy nogach i patrząc w stronę salonu, wciąż czuje się „częścią akcji”.

Pokój małego odkrywcy

Podczas gdy sypialnia jest przestrzenią przemyślaną i skoncentrowaną, pozostałe wnętrze nosi ślady lat rodzinnego życia, od najmłodszych lat Jaya po jego dziewiąte urodziny. Strefa syna – spora przestrzeń tuż przy wejściu – jest definiowana przez kreatywność, a nie ściany. Światło dzienne wpada przez wewnętrzne okna, a całe otoczenie przypomina laboratorium szalonego, radosnego naukowca – eksperymenty elektryczne, zestawy Snap Circuits i konstrukcje z Lego zajmują niemal każdą powierzchnię. Najcenniejszym skarbem Jaya jest to, co nazywa swoim „centrum dowodzenia”: kolekcja komputerów, na których planuje nowe projekty, a czasem (!) odrabia lekcje. Każda ściana jest ozdobiona pracami – niektóre stworzone przez Jaya, inne znalezione z rodzicami na pchlich targach. „Wygląda na to, że mamy tu do czynienia z maksymalistą”, śmieje się McGuier.

Kolekcje i mnóstwo osobistego charakteru

Elegancki duński regał z palisandru oddziela salon od jadalni, prezentując część zebranych skarbów tego trio. Znajduje się tam między innymi aluminiowa rzeźba z lat 60., znaleziona w Chicago, zdobiąca przylegający barek. Na sofie leży wełniany koc z Islandii, pamiątka z rodzinnych wakacji. Sama sofa to znalezisko vintage, prawdopodobnie z lat 70. od Roche Bobois. Na jednej z półek stoi „mała puszysta owieczka”, kupiona przez Jaya podczas podróży. Do tego dochodzi zestaw oryginalnych szkiców Franka Lloyda Wrighta dla prywatnego domu w Ohio, odziedziczony po dziadku architekta, a także broszura zatytułowana „Co to jest architektura nowoczesna?” z 1942 roku, należąca do jego babci, która jako studentka sztuki odwiedziła wystawę w MoMA. „To rzeczy, które rozmieściliśmy po całym domu. To nasza wersja rodzinnych zdjęć.” Mieszkanie może oszczędzać na drzwiach, ale obfituje w historie.

maximalist home New York family apartment Brooklyn creative interior design artist family home unusual home decor